|
|
sobota, 09 maja 2009
ku końcowi ?
Internet stał się chyba za mały dla mnie i tego bloga. Czas powoli kończyć. Wypłynę gdzieś indziej, bardziej anonimowo. Tymczasem niemal wszystko idzie dobrze. Uwaliłem tylko jedną rzecz, zresztą niezwiązaną z uczelnią, ale niedługo poprawka. I wiem, że zdam. Blog miał mi pomóc nieco uporać się ze wspomnieniami o tej jednej jedynej dziewczynie. Wtedy nie pomógł, teraz też nie :) Natomiast z perspektywy czasu przypomina mi, jakim czasami bywam idiotą :) Czyli mimo wszystko pozytywnie. Będzie dobrze, kiedyś na pewno. W końcu przecież wszystko mija, czyż nie, Piękna ?
poniedziałek, 04 maja 2009
złote myśli
Czytam sobie patologie Robbinsa i kontempluje jego złote myśli. Kiedyś te lepsze cytaty pospisuje i poprzypinam na ścianach. Nie żebym dla przyjemności to przeglądał - do piątku musze ogarnąć 200 stron na koło. Wolałbym na luzie poczytać,bo to nawet ciekawe jest... Z długiego weekendu miałem 1,5 dnia luzu, reszte czasu przeuczyłem i przechorowałem. To ostatnie, znaczy się zapalenie jakieś, dobijam antybiotykiem, bo w podejrzanie piorunującym tempie mnie powaliło. Od zatok do tchawicy i z powrotem. Nie lubie, nie lubie... Jeden egzamin za mną, raczej pozytywnie, ale nie zapeszam. Koło (ratunkowe) z patofizjologii napisałem na poziomie kujonów z najwyższymi stypendiami, przebijając prawie wszystkich z mojej gr. Bardzo się z tym dziwnie czuje. Nie ma to jak mobilizacja.. I znów tak strasznie naukowo. Ech. Pozostaje polubić to, albo zrezygnować. Z cyklu "jak dobrze, że to nie mój problem" : koleżanka się chce rozstać z kolegą po kilku wspólnie spędzonych latach. Dobrze ich znam i lubie. Zastanawia mnie, dlaczego jej się odmieniło. Pewnie ona sama nie wie. Jak to baby :] Same z nimi problemy :) Pożyjemy, zobaczymy. Do nauki.
edit: Musiałem, musiałem... ]:-> "Badania epidemiologiczne przekonująco wykazały związek między niedoborem kwasu foliowego w diecie a zwiększonym ryzykiem bezmózgowia. Z nieznanych przyczyn wada pojawia się częściej u płodów żeńskich niż męskich. (...) Bezmózgowie nie daje szans na dłuższe przeżycie" A ja znam kilka takich dorosłych, znam, naprawde!
wtorek, 28 kwietnia 2009
need break...
Niby nic takiego nowego, nauki dużo, pojutrze egzamin, 1000 innych spraw na głowie... a ja mam dość. Pierwszy raz mnie naszła taka WIEEELKA ochota, żeby to wszystko rzucić w diabły i zająć się wypasem kóz w ukraińskich bieszczadach. Albo bym został leśniczym gdzieś pod Olsztynem. Albo reporterem wojennym w Bagdadzie. Byłoby spokojniej, niż teraz... A może przesadzam? Skąd ten stres u mnie? To takie niezdrowe! W liceum tego nie miałem. Jednak studia strasznie zmieniają ludzi. Wchodzą na psychikę, wywalają życie do góry nogami... ech. A może to dlatego, że mi zależy, żeby dobrze wszystko zdać? A właściwie po co? Stresem niczego więcej nie wrzuce do głowy. Ambicja... to mi przypomniało pewien koncert...
wtorek, 21 kwietnia 2009
this feeling...
I znów coś poza kacem przypomina mi, że jestem na studiach! Po zajęciach i 6-godzinnej nauce u kolegi wróciłem do domu, zjadłem kolacje i siadłem do książek. Na jutrzejsze zajęcia nic nie umiem, ponieważ starałem się przygotować na koło pojutrze. Bo to jutrzejsze zaliczenie, to miało być proste. Ale dzisiejsza grupa stwierdziła, że proste nie było - w związku z tym i tak już nie dam rady się nauczyć :) A gdy już pojutrze z ulgą odetchnę po kolokwium, będę mógł z lubością zasiąść do nauki do egzaminu, który mam za tydzień. Może zdążę. To lubie! Żadnych innych zmartwień, nie ma na nie czasu :) Podoba mi się ta nowa akcja policji... 
wtorek, 14 kwietnia 2009
wypieranie
Jest taki mechanizm psychologiczny, jak wypieranie. Niby o tym wiedziałem, ale co innego jest spotkać się z czymś takim na oddziale. Pan z podejrzeniem nowotworu płuca, dostaje wypis ze szpitala i skierowanie do kolejnego na diagnostykę ww guza. Pierwsze co robi po wyjściu z oddziału to na schody na fajeczke. Pogadałem z nim, czy nie myślał przypadkiem o rzuceniu palenia. "Panie, teraz to ja już tylko paczkę dziennie, a przecież przez 40 lat po cztery szły! A może to nie jest rak? Przecież dr mówił, że może gruźlica. Ale jak będzie rak, to rzuce!". Chyba już mu nie warto, niech pali... Inny facet, przy diagnostyce niedokrwistości wykryte liczne przerzuty w wątrobie. "Ja jestem już zdrowy, czuje się świetnie! Nic mnie nie będziecie sondować, ja ide do domu". Chyba skończyło się na tomografie, celem ustalenia źródła rozsiewu. Ale on wolał nie wiedzieć. Troche mi to przypomina zabawy przedszkolaków - jak zasłonie oczy, to mnie nie będzie widać. Sam się tak bawiłem :) Emocjonalnahustawko, to nie takie proste... Ona była dla mnie najważniejsza, ważniejsza, niż ja sam, wszystko bym dla niej zrobił. To było złe i musi minąć jeszcze troche czasu, zanim się jakoś do kupy poskładam :) Ale to już niedługo:)
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
Święta, Święta i po świętach.
Wszystkim wszystkiego dobrego na po świętach. Ja tam nie wypocząłem za bardzo. Źle ze mną, jak sobie pomyśle, ile mnie teraz czeka nauki, to żałuje, że się za to w święta nie zabrałem. No, ale bez przesady. Napisała do mnie moja była (vide początek bloga), bynajmniej nie z życzeniami. Chciałem olać, ale ostatecznie stwierdziłem, że lepiej dobitnie zaznaczyć, co mi po głowie chodzi. Czyli kazałem jej spadać. Tzn kulturalniej nieco się wyraziłem, ale mam nadzieje, że zrozumie :) Chciałem się już dziś zacząć uczyć, a przez nią znów nie mogę się skupić. Minie. Podobno wszystko mija. Heh, pojawiło się kilka problemów w moim życiu. Trzeba się z tego bagna wygrzebać. Do roboty. edit: Przeprosiła. Jestem w takim szoku, że nie wiem, jak to skomentować.
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
względny spokój
Zbędny jest mi "miłości gram", by mieć taki stan jak Jamal. Wystarczy, że jestem do przodu z 2 zaliczeń, egzaminu wewnętrznego na prawo jazdy i pozałatwiałem jeszcze kilka innych rzeczy. Do tego nie muszę się uczyć na nic w tym tygodniu. I jeszcze wymiatam na zajęciach przy zbieraniu wywiadu i badaniu :) Po prostu piękny luuuuz.... wreszcie. Jutro tylko się umówię na egzamin, dla przyjemności przeczytam patomorfę i ... no po prostu aż nie wiem, co z tym czasem zrobić :) Tzn wiem, wreszcie przeznacze go na coś poza nauką:) Jak dobrze, jak dobrze... :) Mogę umyć okna w chacie, pogrzebać w ogrodzie, naprawić rower... ach! Prosze, ile przyjemności dają studia, doceniłby to ktoś normalnie?
sobota, 04 kwietnia 2009
to jest szpital, tu się umiera.
Praktyki cd. Poszedłem dziś na 8:00 na interne, coby się na obchód załapać, z doktorem pogadać i prześledzić proces diagnostyczny pacjentów, co to ich w środę badałem. No i poszliśmy we dwóch na obchód. W jednej z sal leżała sobie pani lat 92. Tzw "ostry brzuch", ale ze wzgledu na ciężki stan ogólny - nieoperacyjna. Zaawansowana niewydolność serca i nerek. Na rękach i biodrze rozległe siniaki, "pewnie od pobrań i wkłuć...". Pani przytomna, bardzo słaba, okazało się, że przez całą noc była bez leków przeciwbólowych. W tym momencie ręce mi opadły. Zapisaliśmy tramal i poszliśmy dalej. Po dwóch godzinach telefon do dyżurki - "pani K. nie żyje, proszę przyjść potwierdzić zgon". Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że te siniaki, to były już plamy opadowe. Ani ja, ani dr nie zauważyliśmy początków agonii. Można by było zawiadomić córkę, zdążyłaby się chociaż pożegnać. Większość ludzi umiera w szpitalu. Większość wolałaby we własnym domu. Akurat mam na poniedziałek napisać o tym pracę. Smutnie się dzień zaczął, ale cóż - takie jest życie. Do roboty, kolejne koło już niedługo.
wtorek, 31 marca 2009
jest ciężko, będzie gorzej :)
Koło zdałem, dwa kolejne też, ale wyłożyłem się na trzecim. Tzn na szczęście nie jest to wiążące, bo punkty trzeba uzbierać z dwóch testów i rozmowy, ale 50% z pierwszego stawia mnie w mało komfortowej sytuacji. Cóż, inni mają gorzej... Praktyki ciągne, 23 godziny ze 100 za mną. Już wiem, że będę tam siedział dłużej, bo warto. Nie sądziłem, że interna - pomijając całą biurokracje - może być taka ciekawa :) Tak więc mam zamiar dokształcać się w badaniu, wywiadzie, ocenie ekg i interpretacji wyników... o ile znajde czas. Teraz mam co chciałem - latam jak kot z pęcherzem z miejsca na miejsce i nie wiem, za co się najpierw wziąść do nauki. No, ale jakoś dam rade. Niestety musze olać farmę i patologię w tym tygodniu (chociaż i tak Robbinsa przeczytałem), bo inaczej nie zdam piątkowego koła ;) No, koniec marudzenia. Piękny dzień, ptaszki śpiewają, słonko świeci, można się wreszcie spokojnie pouczyć.
poniedziałek, 23 marca 2009
walka trwa
Jednak dobrzy przyjaciele to podstawa :) W weekend, zamiast spędzić go nad bezproduktywnym siedzeniem nad książkami, pojechałem daleko i w doborowym towarzystwie na imprezę. Ach... :) Dzięki temu, gdy tylko w nd nieco doszedłem do siebie, musiałem się już ostro zabrać za naukę, załatwianie praktyk, odrabianie zaległości itd. Pomogło :) Co prawda nieco przeraża mnie wizja 2ch dyżurów w tym tygodniu w ramach praktyk, ale co wyzwanie to wyzwanie. W sumie dużo bardziej wole to, niż kolejne wysiedziane seminarki. Tak więc ryje dalej, mam nadzieję, że uda mi się zdać najbliższe koło. Nie, na pewno zdam. Nic nie zawale. Howgh!
|